Od Kutna, przez Tum, aż po Łęczycę – Biwak z Wyprawomaniakiem i caravanningowe odkrycia w sercu Polski
Szukacie pomysłu na nieoczywisty, pełen wrażeń weekend w centralnej Polsce? Zapnijcie pasy i rozsiądźcie się wygodnie, bo zabieramy Was w podróż śladami naszej ostatniej caravanningowej przygody. Biwak z Wyprawomaniakiem w Kutnie i okolicach okazał się strzałem w dziesiątkę. Było luźno, momentami bardzo zabawnie, a ładunek historii, lokalnych smaków i fascynujących opowieści, jaki przywieźliśmy ze sobą, starczyłby na kilka takich wyjazdów. Jeśli wydaje Wam się, że okolice Kutna i Łęczycy to tylko punkty na mapie mijane w drodze autostradą, to jesteście w sporym błędzie.
Renesansowy świat przygody w Mandorii
Nasza wyprawa wystartowała w piątkowe popołudnie, a pierwszym przystankiem na trasie była dobrze znana wszystkim poszukiwaczom wrażeń Mandoria. Ten w pełni zadaszony park rozrywki położony jest tuż obok Łodzi, w miejscowości Rzgów. To tutaj XVI-wieczna, renesansowa Europa płynnie łączy się z nowoczesnością, tworząc jedyne w swoim rodzaju miasto portowe w samym sercu Polski. Brzmi abstrakcyjnie? Być może, ale w Mandorii wiek wielkich odkryć i podróży trwa w najlepsze. Tutejszy suk tętni życiem, kramy kuszą towarami ze wszystkich stron świata, efektowne kamienice stoją dumnie mimo drżenia wywoływanego przez mknące tuż obok roller-coastery, a w Porcie Mandorii nieprzerwanie szumi woda.
Mandoria to prawidziwy park rodzinnej rozrywki i ekscytujących odkryć. Na miejscu czekają wspaniałe, stylowe karuzele, familijne roller-coastery pod dachem, gigantyczna zjeżdżalnia, szalupy, strzelnica i mnóstwo innych niespodzianek. Spacerując uliczkami tego tętniącego życiem miasteczka, można spotkać barwnych, niezwykłych mieszkańców, a także skosztować pysznej, lokalnej mandoriańskiej kuchni. Czy wiedzieliście, że to największy w Europie całoroczny park rozrywki pod dachem? Zabawa była po prostu przednia i dajemy głowę, że to miejsce zachwyci każdego bez względu na wiek. Nie będę się jednak tutaj aż tak mocno rozpisywać – o samej Mandorii, jej unikalnym klimacie i konkretnych atrakcjach szykuję dla Was osobną, bardzo obszerną relację!

Wodny relaks i nocny kemping w Aquaparku Kutno
Gdy park rozrywki zamknięto, sprawnie zapakowaliśmy się do naszych domków na kółkach i przejechaliśmy do Kutna. Tam czekała na nas kolejna niespodzianka tego wyjazdu. Wieczorem mieliśmy okazję skorzystać z Aquaparku Kutno. Stanęliśmy naszymi kamperami i przyczepami po prostu na trawie, na terenie obiektu, co od razu stworzyło kameralny, kempingowy klimat.
Sam aquapark okazał się miejscem po prostu stworzonym do wodnego relaksu. To nowoczesny kompleks, oddany do użytku w 2012 roku, którego architektura w kształcie ćwiartki koła nawiązuje do pobliskich boisk do baseballu. Budynek ma prawie dwanaście metrów wysokości i łączną powierzchnię zabudowy przekraczającą 4500 metrów kwadratowych.
Po całym dniu mandorskich atrakcji, tutejsza strefa basenowa była dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy. Głównym punktem programu dla zmęczonych mięśni był wielki basen rekreacyjny ze specjalnym oświetleniem podwodnym. Można tu popływać z prądem w rwącej rzece, wymasować plecy pod gejzerami powietrznymi i dyszami masującymi albo po prostu odprężyć się na wodnych leżankach. Dla szukających jeszcze większego spokoju i ciepła strzałem w dziesiątkę okazały się sześcioosobowe jacuzzi z gorącą wodą oraz strefa odnowy biologicznej, w której można skorzystać z sauny suchej czy łaźni parowej.
Amatorzy sportu i mocniejszych wrażeń też nie mieli prawa się nudzić. Obiekt dysponuje pełnowymiarowym basenem sportowym z widownią na 150 miejsc, małym basenem, ścianką wspinaczkową ozdobioną herbem Kutna, a nawet salami do squasha i fitnessu. Prawdziwe szaleństwo czekało jednak na zjeżdżalniach. Najwięcej emocji dostarczyły dwie 80-metrowe zjeżdżalnie zewnętrzne (w tym czarna rura z efektami multimedialnymi), a w środku przetestować można było szybką zjeżdżalnię kamikadze oraz szeroką zjeżdżalnię rodzinną.

Sobotni poranek na rynku, królewskie klimaty i wesoły autobus
Sobotni poranek przywitał nas słońcem i piękną energią. Przed 9 zjawiliśmy się na kutnowskim rynku, gdzie budziła się do życia Strefa Podróżników. Kolorowe stoiska, konkursy z nagrodami dla najmłodszych i piknikowa atmosfera opanowały centrum miasta. Przechodząc między stoiskami, trafiliśmy na prawdziwą kulinarną perełkę – stoisko przygotowane przez lokalne Koło Gospodyń Wiejskich. Panie serwowały tradycyjne potrawy oraz domowy smalec. Jak wiecie, my dżemowi ze świni nie odmawiamy i musieliśmy spróbować. W szczególności, że porcja kosztowała zaledwie 5 zł (kiedy takie ceny widzieliście?) Zjedliśmy po solidnej pajdzie ze smakiem i naładowani energią ruszyliśmy na podbój kultury.

Tuż obok rynku wznosi się wyjątkowy zabytek – Muzeum Pałac Saski w Kutnie. Zwiedzanie z przewodnikiem wciągnęło nas bez reszty. Czy wiedzieliście, że ten budynek z 1750 roku to jedyny w Polsce świecki zabytek architektury drewnianej w stylu baroku drezdeńskiego? Powstał na osobiste polecenie króla Augusta III Sasa jako pałac podróżny na nowym trakcie pocztowym łączącym Warszawę z Dreznem. Monarsza podróż trwała wówczas aż sześć dni, a Kutno było kluczowym przystankiem, gdzie król mógł odpocząć w luksusowych warunkach. Przewodnik opowiadał o epoce saskiej z taką pasją, swobodą i humorem, że historia dosłownie ożywała na naszych oczach. O samym Pałacu Saskim też przeczytacie u nas w osobnym wpisie, bo ta przestrzeń zasługuje na pełne naświetlenie!
Po zwiedzaniu wróciliśmy na rynek, bo o 11:00 w Strefie Podróżników czekało nas spotkanie ze znaną podróżniczką Beatą Pawlikowską a rozmowę prowadził, nie kto inny jak Adam Wyprawomaniak. Następnie mogliśmy posłuchać orkiestr dętych oraz zobaczyć pokaz danych tańców.
Prawdziwy hit dnia czekał nas jednak w południe, kiedy przyszedł czas na objazdową wycieczkę po okolicy. Zamiast zwykłego autokaru podstawiono dla nas… miejski autobus ZTM. Żeby było jeszcze zabawniej i bardziej klimatycznie, na elektronicznej tablicy kierunkowej autobusu widniał wielki, dumny napis: WYPRAWOMANIAK. Jazda takim środkiem transportu z przewodnikiem na pokładzie wywoływała uśmiech nie tylko u nas, ale i u wszystkich mijanych po drodze przechodniów.
Od romansów hrabiny po zapach dojrzałych winogron
Na trasie naszego wesołego autobusu znalazło się kilka wyjątkowych przystanków. Najpierw podjechaliśmy pod Muzeum Bitwy nad Bzurą. Sam budynek muzealny był akurat zamknięty, ale za to spędziliśmy czas, spacerując po otaczającym go Parku Wiosny Ludów. To niesamowite miejsce z imponującym, sędziwym drzewostanem, dostojnymi alejkami i malowniczym stawem pośrodku. Korony starych drzew tworzyły naturalny, cichy dach nad naszymi głowami – idealny punkt na złapanie oddechu. Ciekawostek o nim dowiedzieliśmy się od naszej niezawodnej Pani Przewodnik.
Kolejnym punktem był Zespół Dworsko-Parkowy w Leszczynku. Historia tej niewielkiej miejscowości sięga końca XIV wieku, a sam dwór ma niezwykle bogatą i burzliwą przeszłość. Mieliśmy okazję wysłuchać prezentacji o życiu dawnych mieszkańców, a w szczególności o hrabinie Laurze Czosnowskiej z domu Górskiej. Laura wychowywała się właśnie w Leszczynku, a jej życiorys to gotowy scenariusz na film hollywoodzki. Po tragicznej śmierci pierwszego męża i burzliwych losach wyjechała w 1846 roku do Paryża, gdzie czarowała tamtejsze salony. Co ciekawe, bywała gościem w Nohant na zaproszenie samego Fryderyka Chopina. Chopin podkochiwał się w pięknej hrabinie, nazywał ją pieszczotliwie „Lorką” i skomponował specjalnie dla niej słynne Trzy Mazurki op. 63. Mało tego – Cyprian Kamil Norwid, zainspirowany jej burzliwą przeszłością, poświęcił jej wiersz Córka Cerery i zwiedzał z nią Neapol, a w Paryżu spotykała się także z Juliuszem Słowackim. Niezłe towarzystwo obracało się w murach tego niepozornego dworu, prawda?

Prosto z Leszczynku nasz wycieczkowy autobus skierował się do prawdziwej architektonicznej perełki regionu – Muzeum Zamku w Oporowie. Ten ceglany zamek w stylu gotyckim, wzniesiony w latach 1434–1449 przez biskupa Władysława Oporowskiego, wygląda dosłownie jak z bajki. Stoi dumny na sztucznej wyspie otoczonej fosą, pośrodku 10-hektarowego, urokliwego parku krajobrazowego. Co ciekawe, to jeden z niewielu tak dobrze zachowanych średniowiecznych zamków w Polsce, a w swoich wnętrzach kryje nie tylko bogate zbiory stylowych mebli i dzieł sztuki, ale… całą masę tajemnic. Legendy mówią, że pod ziemią znajduje się ukryte przejście łączące zamek z pobliskim klasztorem, w którym grzeszna miłość oporowskiej kasztelanki i przeora została zasypana po zawaleniu się tunelu (i ponoć do dziś słychać tu ich jęki!). Jakby tego było mało, po korytarzach straszy Biała Dama, a zamkowy monitoring przed laty zarejestrował w kaplicy tajemniczą, pulsującą poświatę… Nic dziwnego, że zamek grał w takich produkcjach jak Pan Tadeusz czy serial Ekstradycja. Spacer wokół fosy, wśród starych dębów, kasztanowców i rzeźbionych lwów, zrobił wrażenie.
Ostatnim przystankiem sobotniej wycieczki była urokliwa Winnica Witaj Słońce. Miejsce to zachwyca od pierwszego wejrzenia, bo stworzone jest w oparciu o japońską filozofię Wabi-sabi oraz głęboki szacunek do natury. Oznacza to odnajdywanie piękna w prostocie, przedmiotach z duszą i nieperfekcyjności rzemiosła. Właściciele opowiedzieli nam o ekologicznej uprawie winorośli bez chemii i pokazali swoje nasadzenia. Czy wiecie, po co na końcach 51 rzędów winorośli sadzi się krzaki róż? Róża jest rośliną wskaźnikową – jest wyjątkowo wrażliwa na te same choroby grzybowe (np. mączniaka), które zagrażają winoroślom. Objawy pojawiają się na niej o parę dni wcześniej, dzięki czemu winiarze wiedzą, kiedy trzeba działać, by uratować plony. Podczas wizyty spacerowaliśmy pośród krzewów, jedliśmy przesłodkie, dojrzałe winogrona prosto z krzaka i degustowaliśmy lokalne, wyśmienite wina. Coś wspaniałego.
Na nocleg wróciliśmy do Kutna, na teren Parku obok Zielonej Zośki, gdzie pozwolono nam zaparkować na trawie obok parkingu. Na miejscu działa klimatyczna kawiarnia z pysznymi lodami, znajduje się ogromny plac zabaw dla dzieciaków oraz ogrodzony wybieg dla psów, gdzie czworonogi mogły wybiegać się do woli. Jest także skatepark, którego nasze syn chętnie korzystał.
Niedzielne opowieści, zapach pieczonych ziemniaków i diabelski zamek
Niedzielny poranek w rozpoczął się w ramach Dnia Aktywności. Od 9:00 do 10:30 spotkaliśmy się na luźnych rozmowach o podróżach. Adam razem z Agnieszką Jakowicz opowiadali o wyprawach, drogowych przygodach i urokach caravanningu, a do dyskusji chętnie dołączali pozostali uczestnicy biwaku. Kto miał ochotę, mógł również sprawdzić się w szachach i rozegrać partię z Mateuszem Kopcińskim ze Stowarzyszenia Szachowego Caissa. Nasze najmłodszy z tej rozgrywki przywiozło medal.
Po godzinie dziesiatej spakowaliśmy nasze obozowisko i ruszyliśmy w stronę historycznego Tumu. Na miejscu odwiedziliśmy Skansen Etnograficzny w Kwiatkówku. Trafiliśmy idealnie, bo w skansenie odbywał się akurat tradycyjny Dzień Ziemniaka. Zapach ogniska i pieczonych ziemniaków rozchodził się po całej okolicy. Dzieci miały mnóstwo zabawy przy robieniu naszyjników i kasztanowych ludzików, a my mogliśmy podziwiać rekonstrukcje dawnej wiejskiej architektury Ziemi Łęczyckiej z imponującym wiatrakiem kozłowym z 1820 roku na czele. I znowu – o samym skansenie napiszę dla Was osobny artykuł, bo to uroczy skrawek dawnej wsi.

Po spacerze wokół skansenu, udaliśmy się z przewodnikiem na zwiedzanie słynnej Archikolegiaty NMP i św. Aleksego w Tumie. Ta monumentalna, XII-wieczna romańska świątynia z potężnymi granitowymi murami wygląda jak prawdziwa obronna twierdza. Z jej powstaniem wiąże się słynna legenda o diable Borucie – widoczne na krawędziach wieży pionowe wgłębienia to według podań ludowych ślady jego pazuró.! Boruta nie chciał dopuścić do wybudowania kościoła i próbował przewrócić jego wieże, na szczęście bezskutecznie.
Ostatnim etapem naszej weekendowej wyprawy była pobliska Łęczyca. Zaparkowaliśmy nasze kampery na rynku i na dobry początek skusiliśmy się na przepyszne, rzemieślnicze lody. By następnie udać się na zwiedzanie Zamku w Łęczycy. Zamek wzniesiony w XIV wieku przez króla Kazimierza Wielkiego pamięta największe wydarzenia z historii Polski. Gościł trzech królów, przy czym Władysław Jagiełło przebywał w jego murach aż 36 razy. Dzisiaj zamek słynie z czegoś jeszcze – posiada największą w Polsce muzealną kolekcję rzeźb demonicznych, liczącą ponad 400 eksponatów przedstawiających diabła Borutę we wszystkich możliwych wcieleniach: od szlachcica, przez ptaka, aż po rycerza. O zamku i jego diabelskich tajemnicach też opowiemy Wam w osobnym wpisie.
Na zwieńczenie tego pełnego wrażeń Biwaku Wyprawomaniaka usiedliśmy wszyscy na łęczyckim rynku, by zjeść przepyszne, świeżo smażone naleśniki. Gorąco polecamy to miejsce każdemu, kto znajdzie się w okolicy!

Dlaczego warto ruszyć w te strony kamperem?
To był naprawdę niezwykły weekend – pełen szczerego śmiechu, wspaniałych spotkań z ludźmi z ogromną pasją, fascynującej historii i niezwykłych miejsc. Co prawda wróciliśmy z wyjazdu trochę „ubożsi”, bo w Kutnie została hulajnoga syna (kto nigdy czegoś nie zapomniał, niech pierwszy rzuci kamieniem, prawda?) i zapewne ktoś ją przygarnął, żeby nie czuła się samotna. Smutek jest o tyle większy, że był to sprzęt kupiony za jego własne, ciężko odłożone oszczędności… No ale trudno, siła wyższa! Plus jest taki, że przynajmniej na razie śpię spokojniej, bo nie ma na czym szaleć na pumptracku.
Centralna Polska potrafi zaskoczyć na każdym kroku, udowadniając, jak piękny i pełen niespodzianek bywa caravanning. Przekonaliśmy się po raz kolejny, że podróżowanie z własnym domem na kółkach daje niezwykłą swobodę, a połączenie relaksu na świeżym powietrzu, lokalnych smaków i odkrywania historycznych perełek z tak zgraną ekipą to po prostu przepis na wyjazd idealny.
Byliście kiedyś w okolicach Kutna, Tumu czy Łęczycy? A może macie swoje ulubione, sprawdzone miejscówki na kemping w tej części kraju? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.
Galeria:



























































































Odwiedzone miejsca:
- Mandoria – współrzędne Google Maps: 51.65001611766417, 19.484495811443594
- Aquapark Kutno – współrzędne Google Maps: 52.24489349307685, 19.378064537506827
- Rynek w Kutnie – współrzędne Google Maps: 52.23265173294283, 19.35746185654529
- Muzeum Pałac Saski w Kutnie – współrzędne Google Maps: 52.23319711819145, 19.356743024566036
- Zielona ZOśka – współrzędne Google Maps: 52.22720175175505, 19.360333318451673
- Skansen w Kwiatkówku i Grodzisko w Tumie – współrzędne Google Maps: 52.06034780047474, 19.229649437496256
- Gród Łęczycki – współrzędne Google Maps: 52.05373083590579, 19.22746312886674
- Archikolegiata NMP Królowej i św. Aleksego – współrzędne Google Maps: 52.05632980803664, 19.23258245015563
- Muzeum Dziedzictwa Kościelnego w Tumie – współrzędne Google Maps: 52.0560559487462, 19.233805601882327
- Lódlove – współrzędne Google Maps: 52.05896429894656, 19.202732572584132
- Zamek Królewski w Łęczycy – współrzędne Google Maps: 52.05900401562774, 19.203812233919255
- Nasz Naleśnik – Łęczyca – współrzędne Google Maps: 52.05981071322524, 19.202189598472874


