Kamperem u stóp Góry Zborów: Od Jaskini Głębokiej po nocny powrót z Morska
Podczas tegorocznego Topienia Marzanny na kempingu Uroczysko (tu możecie o tym poczytać) udało nam się zdobyć wyjątkową nagrodę – voucher na pobyt w obiekcie Osada Zborów Camp & Bed. Dla każdego, kto podróżuje domem na kółkach, taki prezent to idealny pretekst do spakowania manatków i wyruszenia w drogę. Jesienne wyjazdy mają w sobie mnóstwo uroku, więc nie zastanawialiśmy się długo. Spakowaliśmy naszego Hymka i ruszyliśmy prosto na Jurę Krakowsko-Częstochowską, by spędzić niespieszny czas w otoczeniu białych skał oraz pachnących sosnowych lasów.
Nasza baza: Osada Zborów Camp & Bed
Kemping Osada Zborów okazał się przyjemnym punktem wypadowym. Cały obiekt zajmuje około 2,5 hektara i jest usytuowany w sosnowo-mieszanym lesie, co daje wspaniałe poczucie bliskości z naturą. Dla osób ceniących niezależność ogromną zaletą jest brak wyznaczonych, sztywnych boksów – staje się tam dokładnie tam, gdzie podpowiada serce i gdzie akurat znajdzie się kawałek dogodnego cienia pod drzewami. Infrastruktura dla kamperów jest kompletna i funkcjonalna. Na miejscu działa stacja obsługi pojazdów, gdzie bez problemu można zrzucić szarą wodę, opróżnić kasetę, zatankować świeżą wodę i podłączyć się do prądu. Sanitariaty są czyste i zadbane, z prysznicami i stanowiskami do zmywania naczyń. Na terenie znajdują się również boiska do siatkówki oraz piłki nożnej, wyznaczone paleniska na wieczorne ogniska, a nawet park wodny z podgrzewaną wodą. Jednak największym atutem Osady Zborów pozostaje sama lokalizacja, bo obiekt znajduje się zaledwie krok od rezerwatu przyrody, dzięki czemu od razu po zaparkowaniu pojazdu można wyruszyć na piechotę w stronę imponujących wapiennych ostańców.

Ruszamy na spacer: bilety i praktyczne wskazówki
Prosto z kempingu ruszyliśmy w stronę Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury w Podlesicach. To właśnie tam mieści się główny parking oraz kasy biletowe, w których zaopatrzyliśmy się w opłaty wstępu. Bilet do samego rezerwatu Góra Zborów to koszt 5 zł, natomiast wejście do Jaskini Głębokiej kosztuje 25 zł i odbywa się wyłącznie w towarzystwie przewodnika. Przed wyjściem na trasę warto zadbać o odpowiednie obuwie. Sam spacer nie należy do wyczerpujących, ale ścieżki prowadzą bezpośrednio po wapiennych skałkach, które bywają zdradliwie wygładzone przez stopy tysięcy turystów i usiane drobnym żwirem. Dobre buty z przyczepną podeszwą znacząco podnoszą komfort wędrowania. Do samej jaskini trzeba też koniecznie zabrać ze sobą cieplejszą bluzę, ponieważ bez względu na pogodę na zewnątrz, w podziemiach panuje stała, dość chłodna temperatura wynosząca około 8°C przy bardzo wysokiej wilgotności sięgającej niemal stu procent.
Podziemny świat: Jaskinia Głęboka i żywa lekcja przyrody
Jaskinia Głęboka to największa znana forma krasowa w całym rezerwacie, a jej korytarze mają łącznie około 190 metrów długości przy różnicy poziomów sięgającej ponad dwudziestu metrów. Historia tego podziemnego zakątka jest niezwykle burzliwa i mocno związana z dramatyczną działalnością człowieka. W trakcie II wojny światowej Niemcy utworzyli w tym miejscu kamieniołom wapienia, a pozyskiwany surowiec służył między innymi do budowy drogi łączącej Kroczyce z Żarkami. Podczas prac strzałowych w 1942 roku górnicy przypadkowo przebili się przez ścianę jaskini, odsłaniając jej wnętrze i dzieląc pierwotny ciąg korytarzy na odrębne części. Do początku lat pięćdziesiątych XX wieku w okolicznych skałach wydobywano również krystaliczny kalcyt, nazywany lokalnie szpatem, który wykorzystywano do wytopu szkła. Do dziś wzdłuż podziemnej trasy można dostrzec pozostałości grubych warstw kalcytu oraz ślady po górniczych odwiertach.
Przejście trasą podziemną trwa około czterdziestu minut i pozwala z bliska zaobserwować procesy formowania się szaty naciekowej, w tym stalaktytów, stalagmitów czy makaronów krasowych. Warto dodać, że zobaczymy je dopiero w głębszej części bo początkowe korytarze jaskini zostały z nich ogołocone, a mówiąc dokładniej zostały ukradzione przez odwiedzających. Ciekawostką jest fakt, że rozcięcie jaskini ścianą kamieniołomu przed laty zaburzyło jej naturalny, stały mikroklimat. Dopiero zamknięcie dawnych otworów technologicznych w 2010 roku pozwoliło podziemnej naturze na powolny powrót do pierwotnej równowagi. Dziś ukształtowanie wnętrza sprzyja powstawaniu tak zwanej pułapki zimnego powietrza, przez co jaskinia działa niczym naturalny lodowy magazyn.

Ogromną atrakcją podziemi są mieszkające tu ssaki latające, dla których jaskinia stanowi bezpieczne schronienie w okresie letnim oraz idealne miejsce do zimowej hibernacji. Podczas naszego przejścia mieliśmy ogromne szczęście, bo udało nam się wypatrzeć dwa osobniki podkowca małego. To jeden z najmniejszych i najbardziej urokliwych gatunków nietoperzy w Polsce, który charakteryzuje się tym, że podczas spoczynku zawija się szczelnie we własne błony skrzydłowe, przypominając malutką, wiszącą pod stropem śliwkę.
Przy wejściu do jaskini i na okolicznych murawach natrafiliśmy na stado owiec. Zwierzęta te nie znalazły się tam przypadkowo, ponieważ wypas owiec rasy olkuskiej oraz kóz to kluczowy element tak zwanej czynnej ochrony przyrody na Jurze. Bez obgryzania młodych pędów drzew i krzewów przez zwierzęta, unikalne, nasłonecznione skały szybko zarosłyby gęstym lasem. Dzięki temu projektowi udaje się zachować rzadkie ciepłolubne murawy kserotermiczne oraz niezwykle cenne rośliny, w tym goździka sinego, dla którego Góra Zborów jest jedynym miejscem występowania w całym województwie śląskim. Zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na podziwianie i głaskanie owiec, co było wyjątkowo miłym akcentem tego spaceru.
Skałki, legendy i punkty widokowe: Góra Zborów
Czas zdobyć Górę Zborów, zwaną również Górą Berkową. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych wzniesień całej Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, sięgające 467,5 m n.p.m. Z miejscem tym wiąże się też tajemnicza legenda, bo według podań ludowych to właśnie na tym wzniesieniu miały zbierać się okoliczne czarownice, by przed odlotem na miotłach na Łysą Górę w Górach Świętokrzyskich odbywać swoje narady.
Cały masyw słynie z niesamowitych ostańców wapiennych, które tworzą malownicze labirynty, baszty i grzebienie skalne wyrosłe na skutek milionów lat procesów krasowych oraz wietrzenia. Rejon ten jest uznawany za absolutną kolebkę polskiego wspinactwa skałkowego, a w tutejszych partiach wierzchołkowych trenowały największe legendy polskiego himalaizmu. Wędrując po rezerwacie, mijaliśmy kolejne, fantazyjnie ukształtowane formacje. Po trasie przeszliśmy między innymi obok Dolnej Baszty, Długiej Grani, Brzucha Buddy, Skały z Gładkim Trawersem oraz Sadka. Nazwy nadawane przez wspinaczy i adeptów turystyki często idealnie oddają kształt poszczególnych skał lub charakterystyczne rzeźbienia na ich pionowych ścianach. Z samego wierzchołka rozpościera się przepiękna panorama, z której przy dobrej widoczności można wypatrzeć odległe jurajskie warownie. Na szczytowej Skale ze Słupem do dziś stoi betonowy punkt triangulacyjny zamontowany jeszcze w czasach okupacji hitlerowskiej.

Popołudniowa wyprawa do Morska: zachód słońca, szarlotka i czarny szlak
Piesze wędrówki po rezerwacie tylko zaostrzyły nasz apetyt na dalsze odkrywanie okolicy. Wieczorem wyciągnęliśmy z kampera rowery i pojechaliśmy na wycieczkę w stronę ruin Zamku Bąkowiec w Morsku. Ta klimatyczna warownia, pochodząca z XIV i XV wieku, leży bezpośrednio na przebiegu kultowego Szlaku Orlich Gniazd oraz Szlaku Warowni Jurajskich. Historycznie wieś Morsko w XIV wieku należała do kanoników laterańskich z Mstowa, a sam murowany zamek wzniosła prawdopodobnie na przełomie XV i XVI wieku rodzina Włodków. Później budowla przechodziła z rąk do rąk, należąc między innymi do rodu Zborowskich, Brzeskich i Giebułtowskich, aż w XVII wieku ostatecznie opustoszała i popadła w ruinę. Ciekawostką architektoniczną jest fakt, że w latach trzydziestych XX wieku architekt Witold Czeczott postanowił wkomponować we fragmenty średniowiecznych murów swój własny dom mieszkalny, co nadało ruinom niezwykle specyficznego charakteru.
Zamek Bąkowiec to podręcznikowy przykład budowli obronnej, która w mistrzowski sposób wykorzystuje naturalną rzeźbę terenu. Wzniesiono go na planie nieregularnego wieloboku o powierzchni około pięciuset metrów kwadratowych, dopasowując kamienne mury do kształtu pionowych skał, dzięki czemu w średniowieczu był on niemal niemożliwy do zdobycia. Do wnętrza prowadziła niegdyś jedynie kamienna brama oraz system wąskich kładek i drabin. Na miejsce dotarliśmy w idealnym momencie, bo akurat trafiliśmy na zachód słońca. Oglądanie ciepłych promieni opadających na surowy kamień dawnej strażnicy obronnej z kubkiem lokalnego piwa jurajskiego i kawałkiem szarlotki w dłoni było idealnym zwieńczeniem dnia.
Gdy słońce całkowicie zeszło za horyzont, nadszedł czas na powrót do naszej kempingowej bazy. Wracaliśmy czarnym szlakiem prowadzącym przez sam środek lasu. Jazda na rowerach po ciemku, jedynie z włączonymi lampkami i w towarzystwie gęstniejących leśnych odgłosów, dostarczyła nam mnóstwo śmiechu oraz lekkiego dreszczyku emocji. Było niezwykle zabawnie, klimatycznie i niezapomnianie.

Dlaczego warto tu wrócić? Kilka słów na koniec
Wizyta na Górze Zborów, w Jaskini Głębokiej oraz wieczorny wypad do Morska złożyły się na absolutnie idealny dzień, który doskonale pokazuje magię Jury Krakowsko-Częstochowskiej. To wyjątkowe miejsce, gdzie w niesamowity sposób łączą się ze sobą podziemne tajemnice, surowe piękno białych skał, bogata historia dawnych warowni oraz unikalna, chroniona przyroda. Tego typu trasy udowadniają, jak wiele do zaoferowania mają polskie rezerwaty, gdy da się im czas i szansę na uważne zwiedzanie.
Pobyt w kempingu Osada Zborów pozwolił nam cieszyć się tym wszystkim bez pośpiechu i bez ciągłego patrzenia na zegarek. Bliskość szlaków sprawiła, że mogliśmy w pełni przełączać się między niespiesznym spacerem, podglądaniem jurajskiej fauny, wspinaczkowymi akcentami i wieczorną aktywnością na rowerach. Podróżowanie kamperem daje właśnie tę nieocenioną wolność – możliwość zaparkowania w samym sercu natury, wyciągnięcia rowerów o zmierzchu i powrotu do własnego łóżka na kółkach po dobie pełnej wrażeń.
Jeśli szukacie pomysłu na weekendowy wypad kamperem lub przyczepą w malowniczy, zróżnicowany zakątek Polski, Skały Kroczyckie i okolice Podlesic będą absolutnym strzałem w dziesiątkę. To rejon, do którego chce się wracać niezależnie od pory roku – za każdym razem odkrywa się tu nową ścieżkę, kolejny urokliwy ostaniec albo po prostu spokój, jakiego trudno szukać w bardziej komercyjnych kurortach.
Galeria:













































Odwiedzone miejsca:
- Osada Zborów – Aquapark, pole biwakowe – współrzędne Google: 50.56828795782954, 19.53696978701185
- Dolna Baszta – współrzędne Google: 50.57230530339613, 19.528353359502773
- Długa Grań – współrzędne Google: 50.57260206978643, 19.52866487526616
- Garaż – współrzędne Google: 50.573076369932636, 19.528643503784416
- Góra Zborów – współrzędne Google: 50.572600617231885, 19.530478041055048
- Brzuch Buddy – współrzędne Google: 50.57602056468053, 19.532091094771452
- Skała z gładkim trawersem – współrzędne Google: 50.57654950160571, 19.530334089589342
- Sadek – współrzędne Google: 50.5747676670942, 19.52633678831372
- Jaskinia Głęboka – współrzędne Google: 50.57557548454748, 19.524822475617285
- Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury – współrzędne Google: 50.57361651769996, 19.5224970016045
- Ruiny Zamku Bąkowiec w Morsku – współrzędne Google: 50.55084344226293, 19.520718389723992
- Kawiarnia przy zamku – współrzędne Google: 50.550399404769074, 19.52149727440002


